Dawać czy brać

I powie Król do tych po prawej stronie: «Zbliżcie się, błogosławieni mojego Ojca. Weźcie w posiadanie królestwo przygotowane dla was od początku świata. Bo byłem głodny, a daliście Mi jeść; byłem spragniony, a daliście Mi pić; byłem przybyszem, a przyjęliście Mnie; byłem nagi, a przyodzialiście Mnie; byłem chory, a zatroszczyliście się o Mnie; byłem w więzieniu, a przyszliście do Mnie». (Mt 25, 34nn)

 

To są takie prozaiczne rzeczy. Niby. Ale za każdą z nich stoi spotkanie z drugim człowiekiem. Poprzez takie prozaiczne rzeczy ten drugi wie, że nie jest sam. Że jest ktoś inny, komu na nim zależy. Dla wielu ludzi to jest wszystkim. Dowiedzieć się że nie są sami, że nie są jakimiś wyrzutkami na tym świecie, na których nikomu nie zależy.

Zły i leniwy sługa

Przyszedł wreszcie ten, który otrzymał jeden talent i powiedział: «Panie! Wiedziałem, że jesteś człowiekiem wymagającym. Chcesz żąć tam, gdzie nie posiałeś, i zbierać tam, gdzie nie rozsypałeś. Bałem się ciebie i dlatego ukryłem talent w ziemi. Oto masz, co twoje». Wtedy pan mu odpowiedział: «Sługo zły i leniwy. Wiedziałeś, że chcę żąć tam, gdzie nie posiałem, i zbierać tam, gdzie nie rozsypałem. Powinieneś był więc przekazać pieniądze bankierom, a ja po powrocie odebrałbym je z zyskiem. (Mt 25, 24nn)

 

Słowa sługi wydają się być wymówką. Tak naprawdę był on zły i leniwy. Pra-przyczyną jego problemu było to, że nie chiał się angażować. Ukrywał przed samym sobą że to jest złe.

Talenty w tej przypowieści – można je rozumieć jako zdolności dane nam przez Boga. Każdy ma inne, i każdy wykorzystuje je na swój sposób. Ale te talenty są też obrazem miłości. Okazywania innym swojego serca. Tą miłością ubogacamy siebie wzajemnie.

Pierwsi dwaj słudzy byli radosnymi dawcami. Dawali chętnie, obficie. Nie bali się że przez to coś stracą. Dawanie było dla nich czymś naturalnym.

Bóg jest takim radosnym dawcą. Jest zawsze pełen miłości.

Leniwy sługa był leniwy. Chciał mieć spokój, nie chciał się angażować. Jego życie było smutne.

Głupie wzięły lampy, ale nie zabrały ze sobą oliwy

Rozsądne wzięły lampy i oliwę w naczyniach. A gdy pan młody się opóźniał, ogarnęło je znużenie i wszystkie zasnęły  (Mt 25, 3nn)

Na świecie zamiast być lepiej, jest coraz gorzej. Czy jest jakaś nadzieja?

Dla ludzi żyjących perspektywą wieczności – jest, jak najbardziej. Życie tutaj to tylko chwila. To nie jest nasz dom. Nasz dom jest tam – w niebie.

Tak myślę, że głupie panny są obrazem ludzi skoncentrowanych na tym życiu. Patrząc na to, co dzieje się wokół, łatwo popaść w rozpacz, poczucie beznadziei. Bo tak po ludzku rzecz biorąc, nie ma co liczyć że ludzkość nagle stanie się lepsza, i że nie skończy się to wszystko zagładą.

Bóg dał wolność ludziom, i ludzie robią co chcą.

Ale też w tym wszystkim spełniają się Boże plany.

Czego ludzie szukają w wierze?

„Miejsce Mojżesza w nauczaniu zajęli nauczyciele Pisma i faryzeusze. Czyńcie więc i zachowujcie wszystko, czego was uczą. Nie naśladujcie jednak ich czynów. Mówią bowiem, ale sami nie czynią. Przygotowują wielkie ciężary, których nie można unieść, i nakładają je ludziom na ramiona, a sami nie chcą ruszyć ich nawet palcem. ” (Mt 23, 2nn)

 

Jezus i faryzeusze.

Jezus ma niezwykle wysokie wymagania. Faryzeusze też mieli. Pomiędzy nimi jest jednak fundamentalna różnica. Bo dla faryzeuszy tak naprawdę ludzie byli tylko pionkami. Byli nikim. Ich tak naprawdę nie było w życiu innych ludzi. Między tymi ludźmi a Jezusem jest przepaść nie do ogarnięcia.

Gdybym to ja nauczał, miałbym tylko jedno przesłanie: przylgnijcie do Jezusa. Warto Mu zaufać. Jezus zawsze jest przy Tobie. Może nie zdajesz sobie z tego sprawy, ale On jest.

Lubię oglądać wywiady z ludźmi którzy przeżyli śmierć kliniczną. Opuścili ciało, i w tym czasie spotkali Jezusa. Widzieli cały świat duchowy który jest wokół nas, a którego – będąc w ciele – nie widzimy. Spotkanie z Jezusem to spotkanie z miłością.

Ci ludzie są dzisiaj pełni pokoju. Przed tym doświadczeniem – nieraz zabiegani, zmagający się z całym złem tego świata. To ich doświadczenie dało im nadzieję. Dało im pokój. Wiedzą, że po tamtej stronie będzie tylko radość.

Jezus daje im nadzieję. Nie ludzie – wielcy gracze na arenie tego świata.

 

A wam kto daje nadzieję?

Decyzje

Gdy przyszli faryzeusze, Jezus ich zapytał: „Co sądzicie o Chrystusie? Czyim jest synem?”. Odpowiedzieli Mu: „Dawida”. Wtedy im rzekł: „Dlaczego więc Dawid, natchniony przez Ducha, nazywa Go Panem, gdy mówi:

Pan powiedział do mojego Pana: Usiądź po mojej prawej stronie, aż położę twych wrogów pod twoje stopy.

Skoro Dawid nazywa Go Panem, to jak może On być jego synem?”. Nikt nie umiał Mu odpowiedzieć. Nikt też odtąd nie odważył się zadawać Mu pytań. (Mt 22, 41-46)

 

Co sądzicie o Chrystusie?

Jezus tutaj nie naciskał. Dał jedynie kwestię do przemyślenia. O czymś, co było wśród Żydów dobrze wiadome – ale jednak nie tak, jak być wiadome powinno.

I albo przyznaję rację Jezusowi, albo zostaję przy tym, co myślą inni. To jest decyzja. Decyzja niełatwa.

Współczesny świat też mówi swoje o Bogu, a Bóg mówi swoje. We współczesnym świecie też nie jest łatwo podjąć decyzję, by iść za Bogiem, by Go szukać.

W każym przypadku jednak to człowiek podejmuje decyzję. Często wbrew temu co mówi rodzina, znajomi. Wbrew światu.

Bo Jezus jest wszystkim.

Ludzie na drodze do piekła

A jeden z nich, znawca Prawa, zapytał Go podchwytliwie: „Nauczycielu, które przykazanie w Prawie jest największe?”. On odpowiedział: „Będziesz miłował Pana, swego Boga, całym swoim sercem, całą swoją duszą i całym swoim umysłem. To jest największe i pierwsze przykazanie. Drugie jest podobne do niego: Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego. Na tych dwóch przykazaniach opiera się całe Prawo i Prorocy”. (Mt 22, 35-40)

 

Siedzę skulony w swoim pokoju i z przerażeniem myślę o tych wszystkich, którzy Boga nie kochają. Którzy Go ignorują. Którzy nie chcą mieć z Nim żadnej relacji. Ci ludzie są na drodze do piekła.

Bóg istnieje. Niebo istnieje. Piekło też.

Może komuś się wydaje, że nie zasłużył na piekło. Myślę że wielu tak uważa. Ale to jest nieprawda.

To, że ludzie idą do nieba wynika wyłącznie z dobroci Boga. Z dobroci, na którą nikt z nas nie zasłużył.

W tym jest jeden szkopuł. To dla nas samych musi być ważne. Najważniejsze dzisiaj, teraz.

Ja drzę o swoje zbawienie. Chociaż, nie tylko o niebo mi chodzi, ale o samo bycie z Jezusem. Lubię być z Jezusem. Doświadczam od Niego mnóstwo miłości. Nie tak jak od innych ludzi.

Kocham tych, którzy kochają Jezusa. Są dla mnie braćmi.

Jednocześnie z przerażeniem myślę o tych wszystkich, dla których Bóg jest poza horyzontem ich myślenia. Zajęci róznymi przyziemnymi sprawami. Zajęci budowaniem świata bez Boga. Są na drodze do piekła.

Pragnę by też poznali Boga, Jego miłość. By byli szczęśliwi. Nie można być szczęśliwym bez Boga.

Piekło nie jest ich przeznaczeniem. Ale może stać się ich wyborem, jeśli się na Boga nie zdecydują.

Narcyzm i religia. Doskonałe dopasowanie

Wówczas faryzeusze odeszli i naradzali się, jak przyłapać Go na słowie. (Mt 22, 15)

 

Normalny człowiek pragnie być wsparciem dla innych. Nie zastawia pułapek na innych. Natomiast narcyz – chce mieć kontrolę.

Stawia wysokie wymagania innym, ale nie widzi, że jego własne zachowanie urąga wszelkim normom przyzwoitości. Żyje w ułudzie własnej wielkości. Jest gotów zniszczyć każdego, kto go urazi.

Nie ma większych hipokrytów niż osoby narcystyczne.

Sieją spustoszenie w życiu innych, z siebie jednak robią ofiary. Kłamią, zarzucając innym kłamstwo. Oszukują, zarzucając innym oszustwo.

Brak im empatii. Bez zażenowania robią rzeczy, na które normalnej osobie nie pozwala sumienie.

Robią wielkie kariery, bo są mistrzami manipulacji. Napuszczają jednych przeciw drugim. Szerzą nienawiść.

Tworzą dramaty. Są w ich centrum. Dzięki nim prosperują.

Ale tylko pozornie. Bo nie wiedzą co to prawdziwa relacja. Ich życie to pustka.

Kim jest dla Ciebie Jezus?

Jak sądzicie? Pewien człowiek miał dwóch synów. Powiedział do pierwszego: «Synu, idź i popracuj dzisiaj w winnicy». On jednak odparł: «Nie chcę!». Później jednak odczuł żal i poszedł. Następnie zwrócił się do drugiego i powiedział mu to samo. Ten odrzekł: «Dobrze, panie!». Ale nie poszedł. Który z tych dwóch spełnił wolę ojca?” (Mt 21, 28nn)

 

Jak myślisz, do której grupy należysz? Czy może myślisz że do żadnej?

Gdyby zapytać osobę z tej drugiej grupy – „kim jest dla ciebie Jezus?” – w wielu przypadkach okazałoby się, że nie mają nic do przekazania. Mieliby z pewnością dużo do powiedzenia, ale byłyby to tylko frazesy. Podniosłe i pełne patosu, ale puste w środku. Tak, jak frazesem okazały się jego słowa rzucone ojcu.

Ten pierwszy okazał się być szczery przed sobą. Bo – „Przykazania takie ciężkie, a wymagania takie wysokie – po co mi to wszystko? Nie chcę, nie będę. Będę żyć po swojemu”. I uciekł.

I wyszło mu to na dobre.

Zrozumiał więcej. W tym wszystkim, co mu ojciec mówił, dostrzegł wartość. Dostrzegł cel i sens. Dostrzegł miłość. Zaczął doceniać wartość tego, co wydawało mu się ciężarem. Skarbem ukrytym w roli.

I chce o tym mówić.

Kto dał Ci władzę, Jezu?

Przyszedł do świątyni i nauczał. Wtedy podeszli do Niego wyżsi kapłani i starsi ludu i zapytali: „Jakim prawem to czynisz? Kto Ci dał taką władzę?”. (Mt 21, 23)

Ludzie próbujący narzucić swoją wolę
Na skali zaufania wskazówka opada poniżej zera
Ich tak naprawdę nie ma
Są na niby

Nieurodzajne drzewo figowe

A Jezus powiedział: „Zapewniam was: Jeśli będziecie mieć wiarę, a nie zwątpicie, nie tylko z drzewem figowym będziecie tak czynić, ale nawet gdy powiecie tej górze: «Podnieś się i rzuć się w morze!», tak się stanie. Jeżeli wierzycie, otrzymacie wszystko, o co poprosicie w modlitwie”. (Mt 21, 21n)

Ludzie są często pesymistami. Pełni lęku, że wydarzy się to najgorsze. Jezus zachęca do zaufania. Bóg jest dobry, i chce dawać nam to, co dobre.

Mam problem z tym fragmentem. Nie dlatego że jest zły, ale dlatego że jest on nadinterpretowany. Zdarza się że jest interpretowany w duchu New Age.

New Age to jest jakaś nowa odsłona gnozy. W tej religii istotą jest manifestowanie. Jeśli chcesz coś mieć, zamanifestuj to Wszechświatu. Gdy będziesz to odpowiednio mocno i wytrwale manifestować, to się spełni.

Niestety, ten sposób myślenia przenika do chrześcijaństwa. Ludzie próbują uzasadniać to biblijnie. To jest jeden z fragmentów który temu służy. Niektórzy nazywają to New Thought. Do Jezusa nawracają się ludzie uwikłani wcześniej w New Age, i oni to widzą.

Ten New Thought szczególnie przenika zbory protestanckie. I widzę że też te elementy są importowane ze zborów protestanckich do wspólnot katolickich.

Ja czerpię dużo od protestantów. Tak naprawdę, jestem do nich bardziej przywiązany niż do katolików. Według mnie w ogóle słowo „protestant” nie oddaje istoty rzeczy, bo to nie są ludzie którzy przeciw komukolwiek protestują. Oni po prostu szukają Jezusa. Ale tak jak wśród katolików, jeden drugiemu nierówny, tak też protestant protestantowi nierówny. Łatwo się tam wpakować w różne złe rzeczy. Ale też są ludzie którzy naprawdę kochają Jezusa. Jezus wyciąga tam ludzi z różnych złych rzeczy, i oni o tym mówią.

A dla mnie podstawowym kryterium jest nie to, do jakiej denominacji ktoś należy, ale – kim jest dla niego Jezus?

Wracając do tego fragmentu: to Bóg jest Tym, który wprowadza Swoje zamiary w czyn. My jesteśmy tymi, którzy prosimy. Ale w żaden sposób nie jesteśmy w stanie Boga do czegokolwiek zmusić. Tu chodzi o wiarę w to, że Bóg jest dobry. O to, że to proszenie ma sens. O zaufanie.

Bóg zawsze odpowie.