Jakimi względami ludzie kierują się w swoim życiu?
Zapewniam was: Jeśli ktoś poda choćby kubek zimnej wody jednemu z tych najmniejszych ze względu na to, że jest moim uczniem, nie utraci swojej zapłaty (Mt 10, 42)
Zapewniam was: Jeśli ktoś poda choćby kubek zimnej wody jednemu z tych najmniejszych ze względu na to, że jest moim uczniem, nie utraci swojej zapłaty (Mt 10, 42)
Przyszedłem poróżnić syna z ojcem, córkę z matką, a synową z teściową. Nieprzyjaciółmi człowieka staną się jego domownicy. (Mt 10, 35-36)
Od czasu do czasu zaglądam na YouTube na kanał Mohamada Faridi. Jego imię kojarzy się z religią islamską. Rzeczywiście, Mohamad pochodzi z Iranu. Jest byłym muzułmaninem. Jakiś czas temu nawrócił się do Jezusa.
Jego kanał nosi tytuł Forsaking my fathers religion (porzucenie religii moich rodziców). Co nie oznacza oczywiście porzucenia przez niego swoich rodziców. Przeciwnie, kocha swoich rodziców, jak też wszystkich muzułmanów. Pragnie by tak jak on, odnaleźli się przy Jezusie.
Na tym kanale Mohamad daje głos wielu osobom które, podobnie jak on, porzucili religię swoich przodków, religię Islamu. Wielu ludzi wyrasta w kulturze muzułmańskiej, ale się w niej nie odnajdują. Szukają Boga, szukają prawdy – i Jezus działa. Niektórym Jezus ukazuje się we śnie. Niektórzy – po wyjeździe z ze swojego kraju – stykają się z kulturą chrześcijańską. W różnych sytuacjach decydują się zawołać do Jezusa, z głębi serca. Z serca pełnego bólu, desperacji. I Jezus odpowiada na ich wołanie. Doświadczają głębokiej przemiany.
Porzucenie religii swoich przodków nie jest dla nich prostą decyzją. To wiąże się z ostracyzmem, z prześladowaniami. Dosłownie – ryzykują swoje życie. Co jest jednak dla nich najbardziej bolesne, to że odwracają się od nich najbliżsi. Jednakże – swoje życie odnajdują w Jezusie. Nie chcą wracać do tego, co było.
Oto Ja was posyłam jak owce między wilki. (Mt 10, 16a)
Owca jest bezbronna pośród wilków.
To jest też obraz działania Boga w tym świecie.
Bóg nie działa z pozycji siły. Przyszedł na Ziemię jako ktoś bezbronny. Jedyną bronią Boga jest – miłość. Bóg okazuje miłość tym, którzy przychodzą do Niego. Królestwo Boże – królestwo miłości – jest pośród tego świata.
Idźcie i głoście: Nadchodzi już królestwo niebieskie (Mt 10, 7)
Ludzie sami wybierają, co jest dla nich ważne. Albo – kto jest dla nich ważny.
Pośród tego świata, Bóg działa. Tak, działasz Ty, Jezu.
Różne rzeczy skłaniają ludzi do przemyśleń. Do pytań o sens.
Są tacy, którzy nie wierzą. Próbują sobie ułożyć życie – bez Boga. Różnie to im wychodzi. Często jest tak, że ten świat ich „wchłania”.
Słucham różnych świadectw, od różnych ludzi. Wśród nich są tacy, którzy pochodzą z religijnych rodzin. Chrześcijanie, muzułmanie, buddyści. Ale są też byli agnostycy, ateiści, albo szukający inspiracji w New Age. Zdarzają się też byli sataniści.
Nie tylko tzw. świat odsuwa ludzi od Boga. Ludzie wierzący zawodzą. Bo letnia jest ich wiara. Albo przeciwnie – są bardzo religijni, a z drugiej strony kontrolujący. Mieszanka, która działa tylko pozornie. Z zewnątrz.
Ludzie odchodzą od Boga, aż dochodzą do desperacji. W tej desperacji wołają „Boże, jeżeli jesteś – pokaż mi się”. I Bóg odpowiada. Dzieją się cuda.
Jezus obchodził wszystkie miasta i wsie. Nauczał w synagogach i głosił ewangelię o Królestwie. Leczył także wszystkie choroby i dolegliwości. A widząc wielkie tłumy ludzi, litował się nad nimi, gdyż byli udręczeni i porzuceni jak owce, które nie mają pasterza. (Mt 9, 35-36)
Owce bez pasterza. Ludzie, którzy dziś są, a jutro, gdyby umarli – nikt by tego nie nie zauważył. Świat dalej by się kręcił. Nie odczułby różnicy.
A jednak, oni wszyscy są głęboko w sercu Boga. Ludzie głodni, spragnieni miłości. Głodni Boga.
To ja, taka owca…
Gdy Jezus przyszedł do domu dostojnika, zobaczył fletnistów i lamentujący tłum. Nakazał im: „Wyjdźcie stąd, bo dziewczynka nie umarła, tylko zasnęła”. Lecz oni wyśmiewali się z Niego. Kiedy usunięto tłum z mieszkania, wszedł do środka i wziął ją za rękę. I dziewczynka wstała. Wiadomość o tym rozeszła się po całej okolicy. (Mt 9, 23-26)
Część ludzi nie traktowała Jezusa poważnie.
W pewien sposób – Bóg nie dba o to. Nie obraża się. Może gdzieś cierpi w środku, tak, jak matka cierpi gdy dziecko jej nie dowierza, robi głupoty, nie słucha się, schodzi na złą drogę. Jednak nie przestaje kochać.
Ale też – Jezus nie robi tego, by się chełpić. Chełpienie się – to była jedna z trzech pokus diabła wobec Jezusa na pustyni. Bóg jest niezykle pokorny. Jednocześnie – pełen troski, pełen miłości. Okoliczności nie powstrzymują Go, by okazać współczucie, miłosierdzie.
Wtedy podeszli do Niego uczniowie Jana i zapytali: „Dlaczego my i faryzeusze tak często pościmy, a Twoi uczniowie nie poszczą?”. Jezus im odpowiedział: „Czy goście weselni mogą się smucić, kiedy pan młody jest z nimi? Nadejdą jednak dni, kiedy pan młody zostanie im zabrany, i wtedy będą pościć. (Mt 9, 14-15)
Gdyby z kolei zapytać uczniów Jana, czemu poszczą – odpowiedzieliby pewnie coś w stylu „bo tak trzeba”.
Bóg, tak naprawdę, nie potrzebuje naszych postów, ani naszej służby, ani naszego uniżenia. Bóg pragnie relacji. Stworzył nas do relacji z Nim. Pragnie być naszym przyjacielem. A przyjaźń przecież to jest coś spontanicznego. To jest żywioł.
Jezus powiedział, że przyszedł na Ziemię aby służyć. Bo Bóg taki jest. On cieszy się, że nam daje. Sprawia że świeci słońce dla sprawiedliwych i niesprawiedliwych. I też zsyła deszcz na sprawiedliwych i niesprawiedliwych. On nie patrzy na nasze grzechy. Dla Niego wszyscy jesteśmy Jego dziećmi.
Bóg cieszy się, gdy pragniemy żyć relacji z Nim. Gdy ta relacja zakwita, wtedy ludzie robią różne rzeczy dla Boga. Ale wszystko zaczyna się od małych kroków, gdy ktoś poznaje Bożą miłość, i pragnie na tę miłość odpowiedzieć.
Zobaczyli to faryzeusze i pytali Jego uczniów: „Dlaczego wasz Nauczyciel spożywa posiłek wspólnie z celnikami i grzesznikami?”. Gdy On to usłyszał, powiedział: „Lekarz nie jest potrzebny zdrowym, lecz chorym. Idźcie i starajcie się zrozumieć, co znaczy: Miłosierdzia chcę, a nie ofiary.(Mt 9,11-13a)
Grzesznicy. Ludzie, których życie przeorało. Ci, którzy odeszli od Boga. Nie chcieli mieć z Nim nic wspólnego. Którzy mówili: I don’t care. Złorzeczyli, bluźnili Bogu. Ci, od których wszyscy sprawiedliwi się odwrócili.
Ci, na których nie robiło wrażenia, gdy ktoś im mówił że kraść to źle, mordować to źle, łajdaczyć się to źle, i co tam jeszcze. Ci, którym było już wszystko jedno.
A jednak, oni wszyscy nie przestali być ukochanymi dziećmi Boga. Dla nich Jezus przyszedł, bo, jak mówi, Syn Człowieczy przyszedł przecież szukać i zbawić to, co zginęło.
Bóg jest Bogiem drugiej szansy. Jego miłość jest ogromna. Pragnie tylko jednego – byśmy powiedzieli Mu „tak”. Bo bez nas samych nas nie zbawi.
Jedno „tak”. On dokonuje całej reszty.
„Zapewniam was: U nikogo w Izraelu nie spotkałem tak wielkiej wiary. I dlatego mówię wam: Wielu przyjdzie ze wschodu i z zachodu i w królestwie niebieskim zasiądą przy stole z Abrahamem, Izaakiem i Jakubem. A synowie królestwa zostaną wyrzuceni w ciemności, na zewnątrz. Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów”. Do setnika zaś powiedział: „Idź, niech ci się stanie tak, jak uwierzyłeś”. W tej samej chwili jego sługa odzyskał zdrowie. (Mt 8, 10b-13)
Czy znaczy to, że w Izraelu nie wierzono w Boga? Wręcz przeciwnie. Coś jednak sprawiało, że ta wiara napotykała blokadę. Z jednej strony wierzyli, a z drugiej – odwracali się od Boga.
Myśleli że mają Boga w garści. Że Go oswoili. Że Bóg będzie im sprzyjał. Że Bóg będzie działać na ich zasadach. Tak, jak oni to sobie wymyślili, wyobrazili, poukładali.
Przyszedł Jezus. I ludzie którzy byli pewni swego – minęli się z Nim. Bóg się do nich nie dostosował.
Chcemy mówić Bogu, jak może działać, a jak nie. Zamknęliśmy się w doktrynie. Tu jest Bóg, tam Go nie ma. Ludzka mentalność jest często przeszkodą by zobaczyć działanie Boga.
Niektórzy są skłonni węszyć we wszystkim działanie Złego. Ci sam ludzie nie widzą wszechmocy, wszechwładzy, wszechobecności Boga.
Wszystko, co dzieje się na Ziemi, dzieje się z mocy Boga. Albo za przyzwoleniem Boga. Bóg może wszystko zmienić. To tylko zależy od naszej wiary.
My sami jesteśmy największą przeszkodą w tym, by Bóg działał w naszym życiu.