Uzdrowienie opętanego

Zaledwie tamci odeszli, przyprowadzono do Niego niemowę, który był opętany. Gdy demon został wyrzucony, niemy zaczął mówić. Tłumy zdumiewały się i mówiły: „Jeszcze nigdy nie widziano czegoś podobnego w Izraelu”.  Faryzeusze jednak twierdzili: „Wyrzuca demony mocą ich przywódcy”. (Mt 9, 32-34)

 

Faryzeizm to jest odwieczny problem. Te dwa światy się przenikają: świat głębokiego przeżywania wartości, i świat jedynie mówienia o wartościach. Do jednego ludzie lgną, przed drugim uciekają.

Wiara a uczynki

To temat który rozgrzewał dyskusje przez wieki.

Uczynki to nie jest coś, czym mamy się przed Bogiem wykazywać, jak np. uczeń przed nauczycielem swoją wiedzą. Nie jesteśmy w stanie Bogu tutaj zaimponować. Bo może niektórym się wydaje że Bóg popatrzy na nasze dobre uczynki, pomyśli – uch, och, jaki wspaniały jesteś! w zamian wykreślę ci parę twoich grzechów. Nie, to tak nie działa. Jedyne, co wykreśla nasze grzechy to jest ofiara Chrystusa.

Co więc ma motywować nas do dobrych czynów? Krótko mówiąc – miłość.

Łaską bowiem jesteście zbawieni przez wiarę! Nie jest to więc waszą zasługą, lecz darem Boga. Nie za dokonane czyny, aby nikt się nie chełpił. Jesteśmy Jego dziełem, stworzeni w Chrystusie Jezusie dla dobrych czynów, które Bóg dla nas przygotował, abyśmy zgodnie z nimi postępowali. (Ef 2, 8-10)

 

Gdybym mówił językami ludzi i aniołów, a miłości bym nie miał,
stałbym się miedzią brzęczącą lub dźwięczącymi cymbałami.
Gdybym posiadał dar prorokowania i poznał wszystkie tajemnice i wszelką wiedzę, i wiarę miałbym taką, że góry bym przenosił, a miłości bym nie miał, byłbym niczym.
Gdybym też innych nakarmił wszystkim, co posiadam, i szczycił się, że wydałem własne ciało, a miłości bym nie miał, niczego bym nie zyskał.
Miłość jest cierpliwa, szlachetna, miłość nie zazdrości, nie przechwala się, nie jest zarozumiała,
nie postępuje nieprzyzwoicie, nie szuka siebie, nie wybucha gniewem, nie liczy doznanych krzywd,
nie cieszy się z niesprawiedliwości, lecz raduje się prawdą.
Wszystko wytrzymuje, wszystkiemu wierzy, wszystkiemu ufa, wszystko przetrwa.
Miłość nigdy się nie kończy. Inaczej niż dar prorokowania, który ustanie, języki, które zanikną, czy wiedza, której zabraknie.
Tylko po części poznajemy i po części prorokujemy.
A kiedy nadejdzie to, co doskonałe, zaniknie to, co częściowe.
Gdy byłem dzieckiem, mówiłem jak dziecko, myślałem jak dziecko, rozumowałem jak dziecko. Gdy stałem się człowiekiem dojrzałym, wyzbyłem się tego, co dziecięce.
Teraz widzimy niewyraźnie jak w zwierciadle, potem będziemy oglądać twarzą w twarz. Teraz poznaję po części, potem poznam tak, jak sam zostałem poznany.
Teraz więc trwają wiara, nadzieja i miłość – te trzy. Z nich zaś największa jest miłość.
(1 Kor 13)

Za dobre wynagradza, a za złe karze?

To słowa „niezgodne z prawdą objawioną o Bogu i bardzo szkodliwe”

To tytuł artykułu na Deonie sprzed czterech lat, na który dzisiaj natrafiłem. A natrafiłem, bo na jakimś wideo ks. Strzelczyk powiedział, że jest to formuła nauczana tylko w Polsce, nigdzie indziej nie znana. O tym jest też, między innymi, ten artykuł.

Poraziło mnie to, że artykuł ma aż 141 łapek w dół, a tylko 18 w górę. Co ludzie mają w głowach? Może idea Bożego planu zbawienia nie jest banalna, ale chyba jest do pojęcia dla dorosłego człowieka? To, że Bóg woli przebaczać niż karać. Że Jezus poniósł należną nam karę. Bo my wszyscy, tak naprawdę, tylko dzięki ofierze Jezusa unikamy piekła. Ale Bóg uczynił nas wolnymi, i to my, w pełnej wolności decydujemy, czy chcemy być posłuszni Bogu, czy nie. Co znaczy być posłusznym Bogu? Najogólniej rzecz biorąc – pozwolić Bogu, aby przemieniał nasze serca, przez Jego miłość. A Jego miłość jest ogromna.

Każdy ma możliwość przekonać się, jak ogromna jest miłość Boga.

Liczne uzdrowienia

Wieczorem przyprowadzano do Niego wielu opętanych. A On słowem wyrzucał złe duchy i uzdrawiał wszystkich chorych. Tak spełniło się słowo przekazane przez proroka Izajasza:
On wziął na siebie nasze słabości
i dźwigał nasze choroby.

Jezus – to pokój, bezpieczeństwo. Do Niego przychodzą ludzie pełni niedomagań, pełni braku. Jezus jest Nadzieją. Jest Sensem. Jest Głębią. Jest Życiem.

Przypomniały mi się słowa przytoczone przez Nawalnego. Parafrazując – jeśli szukamy tylko spokoju w tym życiu, stajemy się nikim więcej niż tylko bezwolną kupą przypadkowo zebranych molekuł płynących w nurcie Wszechświata. Bo ten spokój prędzej czy później się skończy. Skończy się życie. I wtedy nie zostanie z nas nic.

Nawalny przez swoje życie szukał Prawdy, i ją znalazł. Jezus jest Prawdą. Jest Prawdą która przekracza bramę śmierci. Nikt inny nie da tej prawdy. Żaden człowiek.

Ludzie szukają tego, czego najbardziej im brakuje: prawdy, sprawiedliwości, głębi, nadziei, sensu, miłości. Jezus jest tym wszystkim.

Jezus jest odpowiedzią na te pytania.

Dzisiaj Kościół daje odpowiedzi na pytania, których nikt, ale to nikt nie zadaje. Zamiast dawać Jezusa, daje doktrynę. Doktryna jest niestrawna. I nie jest TĄ prawdą. Cóż, prawdą jest również to, że 2+2=4. Ale przecież nie o to chodzi, nie o takie prawdy. Nie to, co ktoś sobie wymyślił, co sobie wyobraża.

Prawdą jest życie Jezusa. On wziął na siebie nasze słabości i dźwigał nasze choroby.

Jezus jest Skałą. Jest fundamentem.

Nikt bowiem nie może położyć innego fundamentu oprócz tego, który już jest położony, a którym jest Jezus Chrystus. (1Kor 3,11)

Dobra nieprzemijające

Nie gromadźcie sobie skarbów na ziemi, gdzie mole i rdza niszczą i gdzie złodzieje włamują się i kradną. Gromadźcie sobie natomiast skarby w niebie, gdzie mole ani rdza nie niszczą i gdzie złodzieje nie włamują się i nie kradną. (Mt 6, 19-20)

 

Nie chcę skarbów, Jezu
Nie chcę niczego
Pragnę jedynie być kochany.

Powściągliwość w sądzeniu

Nie osądzajcie, abyście nie byli osądzeni. W jaki bowiem sposób sami osądzacie, tak i was osądzą. Jaką miarą mierzycie, taką i wam odmierzą. (Mt 7, 1-2)

 

Ależ Jezu,

Ludzie chcą osądzać

Ludzi którzy żebrali o miłość

Twój Kościół

A teraz ci ludzie

zranieni osądzaniem

odmierzają z nienawiścią

 

Zanim miłość zwycięży

świat się pogrąży w mroku nienawiści

Kazanie na Górze

Kazanie na Górze zajmuje 3 rozdziały w Ewangelii Mateusza. Zaczyna się od ośmiu błogosławieństw, a kończy słowami o budowaniu na skale. Często słyszy się fragmenty tego kazania, ale one tak naprawdę nabierają właściwego sensu gdy widzi się je w kontekście większej całości. Jest to zresztą ogólna zasada w Biblii. Biblia ma swoją głębię.

 

Tak więc początkiem kazania jest osiem błogosławieństw, w których Jezus odkrywa Boże serce. Potem Jezus mówi że jesteśmy światłem świata. To my jesteśmy, bądź mamy być ludźmi, dla których miłość jest treścią życia. Każdy człowiek potrzebuje być kochany, potrzebuje doświadczać miłości. Nasza miłość ma przemieniać świat.

Dalej Jezus mówi, że ażeby miało to sens, Boże słowo musi być wypełniane od początku do końca. Wszystko co Bóg mówi jest ważne, ma to sens. Jeśli my nie będziemy widzieć w nich sensu, jak mają zobaczyć go inni?

Dlatego musimy nauczyć się wypełniać słowo Boże, a nie je omijać. Jak to Jezus powiedział, kto je natomiast wypełni i nauczy wypełniać, ten będzie wielki w królestwie niebieskim. Dlatego mówię wam: jeśli nie będziecie sprawiedliwsi niż nauczyciele Pisma i faryzeusze, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego.

Dalej Jezus jawi się jako ten, który właśnie pragnie nas nauczyć, jak wypełniać Boże przykazania, od początku do końca. Chodzi o to, by stawiać sobie poprzeczkę wysoko, naprawdę wysoko. I temu poświęcone są kolejne dwa rozdziały Ewangelii.

Jezus kończy swoje kazanie słowami o budowaniu na skale. Bo nie chodzi tylko o to, że Bóg będzie nas rozliczał z naszego życia. Nasze życie z dala od Boga sprawi, że prędzej czy później stanie się ono ruiną.

Działalność Jana Chrzciciela

W owym czasie na Pustyni Judzkiej wystąpił Jan Chrzciciel i nauczał: „Nawróćcie się, bo nadchodzi już królestwo niebieskie”. Właśnie do niego odnosi się słowo przekazane przez proroka Izajasza:

Głos, który woła na pustyni:
Przygotujcie drogę Pana!
Wyprostujcie Jego ścieżki!.

Jan nosił odzież z wielbłądziej sierści i skórzany pas na biodrach. Żywił się szarańczą i miodem dzikich pszczół. Przychodzili do niego mieszkańcy Jerozolimy, całej Judei i całej okolicy nadjordańskiej. Chrzcił ich w Jordanie, a oni wyznawali swoje grzechy. Gdy widział, jak wielu faryzeuszów i saduceuszów przychodzi, aby przyjąć jego chrzest, mówił: „Potomstwo żmijowe! Kto wam pokazał, jak uniknąć nadchodzącego gniewu? Wydajcie więc owoc godny nawrócenia, a nie przechwalajcie się, że waszym ojcem jest Abraham. Wiedzcie, że nawet z tych kamieni Bóg może wzbudzić dzieci Abrahamowi. Już przyłożono siekierę do korzeni drzew. Dlatego każde drzewo, które nie wydaje dobrego owocu, zostanie wycięte i wrzucone do ognia. Ja was chrzczę wodą, abyście się nawrócili. Ten jednak, który po mnie przychodzi, jest potężniejszy ode mnie, a ja nie jestem godny nosić Mu sandałów. On będzie was chrzcił Duchem Świętym i ogniem. Ma On w ręku szuflę, którą oczyści swe klepisko: zboże zbierze do spichlerza, a plewy spali w ogniu nie do ugaszenia”. (Mt 3, 1-12)

 

Czemu Jan Chrzciciel nazwał faryzeuszy i saduceuszy potomstwem żmijowym? Żmija jest symbolem podstępu i przewrotności. Ale faryzeusze i saduceusze nieśli ze sobą coś szczególnego: znali dobrze Pisma, znali dobrze Boga, a jednak Go nie kochali. Bóg nie był dla nich pierwszą miłością. To niosło za sobą konsekwencje. Cały ich podstęp, przewrotność była tego owocem.

Jan Chrzciciel był ich przeciwieństwem. Chyba trudno sobie wyobrazić prostsze życie niż te, które wiódł Jan Chrzciciel.

Żyjemy tu, na Ziemi, w określonym celu. Żyjemy dla życia wiecznego. Żyjemy dla poznania Boga.

Niedawno przeczytałem takie zdanie, że nie jest możliwym poznanie Jezusa, i nie kochanie Go. Jeśli więc czujesz się pogubiony w tym świecie, to może zbyt mało Go znasz.

Nie ma nic złego w tym, że ktoś mało zna Boga. Tu nie chodzi o to, by siebie oskarżać. Miłość Jezusa jednak fascynuje. Miłość Jezusa, a to, co niosą ze sobą ludzie, to jest przepaść.

Zaparcie się Piotra

A Pan odwrócił się i spojrzał na Piotra. Przypomniał sobie Piotr słowo Pana, gdy mu powiedział: „Dzisiaj, nim kogut zapieje, trzy razy się mnie wyprzesz”. Wyszedł na zewnątrz i gorzko zapłakał. (Łk 22, 61-62)

Z pewnością pamiętamy jak chwilę przedtem Piotr zapewniał, że jest gotów iść z Jezusem do więzienia, a nawet na śmierć. Jezus jednak znał Piotra lepiej niż Piotr sam siebie. I wydaje się oczywiste, że powodem zaparcia się Piotra był lęk. Zwykły, ludzki lęk.

Uczniowie Jezusa lękali się bardzo. Jezus wiele razy im powtarzał nie bójcie się – Ja jestem. Lękamy się chyba wszyscy. Lękamy się o swoją przyszłość, bo czasy niespokojne…

Jezus po prostu spojrzał się na Piotra. Nie, że spojrzał z wyrzutem. Nie, po prostu – pomiędzy Piotrem a Jezusem była więź. A więź z Jezusem jest niezwykła. Zawsze jest niezwykła.

Piotr miał wtedy inne priorytety. Dla niego liczyło się tu i teraz. Gdy Jezus mówił o tym, że zostanie zabity, Piotr robił Jezusowi wyrzuty. Uczniowie mieli na tyle odwagi, żeby w momencie pojmania Jezusa dobyć miecza, walczyć o swoje życie. Życie doczesne.

Wtedy uczniowie niewiele rozumieli. Gdy Jezus zmartwychwstał, zrozumieli znacznie więcej. Sam Jezus im wszystko wyjaśniał.

Królestwo Boże

Zaczęło się wielkopostne wzmożenie. Tak pomyślałem więc, że i ja dołożę swoje trzy grosze.

Królestwo Boże – to przede wszystkim, jak nazwa wskazuje, królestwo w którym królem jest sam Bóg. Jest ono królestwem miłości, radości i pokoju.

Co roku w Kościele Katolickim po okresie karnawału przychodzi Wielki Post. Jak karnawał, to oczywiście zabawa. Uciechy cielesne. Ale teraz koniec już tego! Przychodzi czas umartwień, trzeba sobie w końcu przypomnieć o Bogu! Post. Czas zakazany. Droga Krzyżowa. Myślenie o cierpieniu. Postanowienia wielkopostne. Modlitwa, post, jałmużna. Bo – czas się wypełnił, przybliżyło się Królestwo Boże. Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię.

Jeśli nawet nikt w ten sposób nie mówi, to taki przekaz wisi w powietrzu. Słowa niewypowiedziane. Przekaz niewerbalny.

Przybliżyło się Królestwo Boże. Królestwo radości, ale trzeba się smucić. Królestwo miłości – której przecież każdy z nas pragnie – ale to wszystko jest takie smętne…

 

Nie ukrywam, nie odnajduję się w tym wszystkim. Tak, jakby komuś zależało, by Boga kojarzyć wyłącznie z powagą, ze smutkiem, z cierpieniem. Z pewnością diabłu na tym zależy. Zależy mu na tym, by ludzie Boga nie kochali.

 

Każdy czas jest dobry, by przybliżać się do Boga. I to nie jest żaden smutek, żadna przykrość. Wręcz przeciwnie.

Tak, nawracajcie się. Bóg jest dobry. Bóg jest miłością. Wierzcie w Ewangelię – w dobrą nowinę, o dobrym Bogu, który przyszedł do nas, by otworzyć nam drogę do nieba.