Wiara zakorzeniona głęboko

To zaś, co z ust wychodzi, wypływa z serca. To właśnie plami człowieka. (Mt 15, 18)

Dbamy o rzeczy słuszne, o to, co dobre. O szacunek. Nie chodzi jednak o to, by narzucać je siłą.

Z zewnątrz wszystko może wyglądać ładnie. Ale czy pytamy się o sens? Czy chcemy żyć w świecie pozorów? W świecie, w którym wszyscy będą zachowywać się poprawnie, ale będą daleko od siebie? Każdy zbuduje wokół siebie mur, przywdzieje maskę, będzie na zewnątrz grał swoją rolę…

Dla Boga ważne jest, co dzieje się w środku. Nie to, co wygląda na zewnąrz.

Bóg nie chce ludzi odgrodzonych od Niego murem. Murem pozorów. Jest Bogiem relacji. Relacji autentycznej, bliskiej, opartej na zaufaniu.

Jedyne co ma, to – miłość.

Czy ludzie są przekonani o tym, że Bóg ich kocha? Czy mają to przekonanie zakorzenione głęboko?


Dzisiaj pogrzeb papieża Franciszka. Wspominam różne wydarzenia z jego pontyfikatu. Różne napięcia, które powodował swoją postawą, swoim zachowaniem.

Tak myślę że sprawiał problemy, bo jego wiara była właśnie zakorzeniona głęboko. Chciał dzielić się miłością, którą widział w Bogu. I był w tym autentyczny.

Ofiara najmilsza Bogu

Wy natomiast twierdzicie, że jeśli ktoś powie ojcu lub matce: «To, co miałem ci dać na utrzymanie, ofiarowałem Bogu», już nie musi okazywać szacunku swemu ojcu. Tak to przez waszą tradycję unieważniacie przykazanie Boże. (Mt 15, 5n)

To takie przewrotne, bo najmilsza ofiara składana Bogu to kochać Boga właśnie za przykazania które nam dał. Za Jego serce dla nas.

Bóg nie chce nic dla siebie.

Franciszek – adwokat ubogich

I powie Król do tych po prawej stronie: «Zbliżcie się, błogosławieni mojego Ojca. Weźcie w posiadanie królestwo przygotowane dla was od początku świata. Bo byłem głodny, a daliście Mi jeść; byłem spragniony, a daliście Mi pić; byłem przybyszem, a przyjęliście Mnie; byłem nagi, a przyodzialiście Mnie; byłem chory, a zatroszczyliście się o Mnie; byłem w więzieniu, a przyszliście do Mnie» (Mt 25, 34nn)

Łazarze tego świata. Ci, w których opływa Jezus. Nie w bogactwie. Jezus przyjął postać sługi, by im służyć. Do nich należy niebo.

Franciszek też zabiegał właśnie o nich. Imię przyjął po biedaku z Asyżu.

Chociaż został papieżem, nie przestał być ubogim. Nie dbał o bogactwo. Ani o zaspokajanie próżnych potrzeb ludzi próżnych. Dbał o ubogich. Ubodzy to byli jego bracia. Był przy nich całym sercem.

Świat dzisiaj to zatracił. Franciszek był dla niego jak wyrzut sumienia.

Dotknąć frędzli

Prosili Go, aby pozwolił im tylko dotknąć frędzli Jego płaszcza. A kto dotknął, był uzdrowiony (Mt 14, 36)

Ujmuje lakoniczność tego tekstu. Bo pewnie każda z tych uzdrowionych osób mogłaby opowiedzieć swoją historię.

Z drugiej strony, spotkanie z Jezusem, dotknięcie frędzli Jego płaszcza – jest doświadczeniem nie do opisania. Pewnych doświadczeń nie są w stanie opisać żadne słowa.

Wy dajcie im jeść

Lecz Jezus odpowiedział: „Nie muszą odchodzić. Wy dajcie im jeść!”. A oni na to: „Mamy tylko pięć chlebów i dwie ryby”. (Mt 14, 16n)

Chleb – tak przyziemna rzecz. A jednak jest ważny. Ważny by żyć.
Sam chleb jednak nie wystarcza. Można być sytym, a umierać w środku.

„Wy dajcie im jeść” – mówi Jezus. Dajcie im miłość.
Dziś świat umiera z braku miłości.

Bóg uzdrawia w relacji

Przyszedł do swego miasta rodzinnego i nauczał w synagodze. Zdziwieni mieszkańcy pytali: „Skąd u Niego tak niezwykła mądrość i cuda? Jest przecież synem cieśli. Czyż Jego Matka nie ma na imię Maryja, a Jego bracia Jakub, Józef, Szymon i Juda? Także Jego siostry mieszkają wśród nas. Skąd więc ma to wszystko?”. I powątpiewali w Niego. A Jezus powiedział do nich: „Tylko w ojczyźnie i w swoim domu prorok może być tak lekceważony”. Nie uczynił tam wielu cudów, gdyż Mu nie wierzyli. (Mt 13, 54nn)

Żyli obok Niego przez tyle lat. Rodzina jak rodzina. Nikt nie zwracał na nich uwagi.
A Jezus nikomu się nie narzucał.
Miłość się nie narzuca.

Bóg dokonuje dużo więcej niż tylko fizycznego uzdrowienia.
Bóg pragnie relacji z nami. Z każdym z nas.

Co tak naprawdę świętujemy?

Jezus przyszedł z czymś znacznie więcej niż nam powiedzieć, że nasze życie się nie kończy. Gdyby chciał nam przekazać tylko to – mógł nam po prostu to oznajmić, po czym odejść do nieba. Do tego nie było potrzebne Jego wcześniejsze nauczanie, ani Jego okrutna śmierć, ani też późniejsze zesłanie Ducha Świętego…

Ze Zmartwychwstania jest dzisiaj robiony jakiś spektakl. Ale Bóg jest jak najdalej od robienia jakichkolwiek spektakli. Poprzez wszystko, co robi, Bóg objawia nam swoją miłość. Objawia nam, że nie jesteśmy sami. Że on JEST przy nas.

Po Zmartwychwstaniu Jezus nie odszedł od razu do nieba. Jak wiemy, w różnych sytuacjach, gdy uczniowie czuli się opuszczeni – On pokazywał, że nadal jest z nimi. Nie tak, jak sobie to wcześniej wyobrażali, że będzie – ale wyjaśniał im że to wszystko, co przeżyli, ma sens. I że On nadal jest z nimi.

I że kiedyś będzie z nimi na zawsze, w niebie.

On jest źródłem życia, i On jest końcem.

Przypowieść o skarbie

Królestwo niebieskie podobne jest do skarbu ukrytego w polu. Znalazł go pewien człowiek. Ukrył go z powrotem i bardzo uradowany odszedł. Sprzedał wszystko, co posiadał, i kupił to pole. (Mt 13, 44)

Skarb ukryty w polu. To, co prawdziwe, jest ukryte.

Wiele rzeczy na tym świecie ładnie świeci, ale nie jest skarbem. Jest puste, nic nie warte.

Skarb jest ukryty. Nie musi wyglądać ładnie.

Chwast

Wtedy słudzy rzekli: «Czy chcesz, żebyśmy poszli i powyrywali go?». On odparł: «Nie. Gdyż w czasie zbierania chwastu moglibyście wyrwać z nim także pszenicę. Pozwólcie im rosnąć razem aż do żniw. A w czasie żniw powiem żniwiarzom: Zbierzcie najpierw chwast, zwiążcie go w snopy i spalcie. Pszenicę natomiast zanieście do mego spichlerza»” (Mt 13, 28b-30)

Tak jakoś się dzieje, że nie wtedy, gdy wszystko jest super, ale właśnie wtedy, gdy jakieś złe rzeczy się dzieją – wychodzi na zewnątrz to, co kryje się w sercu człowieka. Jakie są jego pragnienia, motywacje, co jest dla niego ważne, wręcz najważniejsze. Też to, jak postrzega Boga, w jakie najgłębsze prawdy wierzy, w czym pokłada nadzieję.

I to często nie jest wesołe. Życie obnaża smutną rzeczywistość.

Z jednej strony – ludzie, na których, wydawałoby się, warto polegać – gdy przy chodzi co do czego, kompletnie zawodzą. Są, ale jakby ich nie było. Żyją gdzieś obok, w swoim świecie.

Z drugiej strony – ludzie, po których, wydawałoby się, niczego dobrego lepiej się nie spodziewać – właśnie oni zaskakują pozytywnie. Robią to, czego spodziewałbyś się raczej od tych pierwszych.

Tutaj wszystko stoi na głowie. I tylko Bóg wie, kto kim jest naprawdę.

Bóg jest też Tym, który to wszystko prostuje.

Zasiane w sercu

Posłuchajcie zatem objaśnienia przypowieści o siewcy.Do tego, który słucha nauki o królestwie, a nie rozumie, przychodzi Zły i wyrywa to, co zostało zasiane w jego sercu…. (Mt 13, 18-19)

Zasiane w sercu…

Słowo Boże porusza serce. Ożywia wyobraźnię i sprawia, że serce zaczyna mocniej bić. Staje się inspiracją do przemyśleń i do działania. Naszą perspektywą staje się Niebo, oraz Ten, który miłuje nas nieskończenie.

Bóg poprzez swoje Słowo wyraża swoją miłość. Jest Pasterzem, który prowadzi nas ku niebu. Nie obiecuje, że droga jest łatwa. Wręcz przeciwnie. Ale wszystko, co prawdziwe, co wartościowe, co bezcenne – wymaga wysiłku.