Naśladowanie Jezusa

Do wszystkich zaś [Jezus] mówił: „Jeśli ktoś chce iść za Mną, niech się wyprze samego siebie, niech codziennie bierze swój krzyż i niech Mnie naśladuje. Bo kto chce ocalić swoje życie, straci je; a kto straci swoje życie z Mojego powodu, ten je ocali. Jaka z tego korzyść dla człowieka, jeśli zdobędzie cały świat, a siebie samego zatraci albo skrzywdzi? Kto bowiem wstydzi się Mnie i moich słów, tego i Syn Człowieczy będzie się wstydził, kiedy przybędzie w chwale swojej i Ojca, i świętych aniołów. (Łk 9, 23-26)

 

W Kościele Katolickim, jakoś dziwnie, “krzyżem” nazywa się wszelkie cierpienia jakie spotykają ludzi. Nie wiem czemu tak? Cierpienia były, są, i będą. Bóg jednak nie chce, byśmy skupiali się na cierpieniach. Jesteśmy wezwani do nadziei, do radości.

Tutaj nie bez powodu Jezus mówi – jednym ciągiem – o świecie, i o wstydzeniu się Go. Krzyż Chrystusa jest wyrazem prześladowań, jakie Go spotkały. A przede wszystkim – wyrazem Jego miłości.

Warto to podkreślić. To nie jest tak, że Jezus przyszedł i cierpiał. Ale: Jezus przyszedł, i był zdecydowany cierpieć. Za nas. Za nasze grzechy. Z miłości do nas. Jezus pragnie, byśmy wszyscy byli szczęśliwi – z Nim, w niebie. I chyba pragnie bardziej, niż my sami tego nieraz pragniemy.

Jezus pragnie, by w nas płonął ogień miłości. Ten sam ogień, który w Nim płonie, gdy myśli o naszym zbawieniu. Byśmy my tak samo pragnęli zbawienia innych ludzi. Byśmy byli gotowi nawet na prześladowania, na cierpienia – by świat mogł poznać miłość Boga.

Jedna odpowiedź do “Naśladowanie Jezusa”

  1. zwykłe matczysko pisze:

    Wartościowa medytacja Słowa – dziękuję.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *