Wiele fałszywych dróg

Potem przyszli do Kafarnaum. W domu zapytał ich: „O czym to rozprawialiście po drodze?”. Lecz oni milczeli, bo w czasie drogi sprzeczali się ze sobą o to, kto z nich jest największy. Jezus usiadł, przywołał Dwunastu i powiedział im: „Jeśli ktoś chce być pierwszy, niech będzie ostatni ze wszystkich i sługą wszystkich!”. Następnie wziął dziecko, postawił je między nimi, przytulił do siebie i powiedział im: „Kto przyjmuje jedno z tych dzieci w moje imię, Mnie przyjmuje. A kto Mnie przyjmuje, nie przyjmuje Mnie, lecz Tego, który Mnie posłał”.

 

Można robić dużo jako osoba wierząca, a nie przynosić nic dobrego. Rzeczy, które błyszczą się na zewnątrz, ale są puste w środku.

Nie do wiary, jak puste rzeczy ludzie robią, uważając się za dobrych ludzi. Ale jakoś tak się składa, że nie są w stanie nikogo przyprowadzić do Boga. Wręcz przeciwnie. Przez nich inni ludzie są ranieni, zrażają się, odchodzą.

Do Boga przyprowadzają innych ludzie pokorni. To jest tak proste.

Ale nie chodzi pokorę wobec samego Boga, tylko pokorę wobec innych ludzi. Tak naprawdę jedno z drugim się ściśle wiąże. Ściśle i bardzo głęboko. Głęboko aż do bólu. Musi boleć. Oj, musi.

 

Chrześcijaństwo to są rzeczy proste, ale w tym świecie zupełnie nieoczywiste.

Uzdrów mnie z mojej niewiary

Kiedy wrócili do pozostałych uczniów, ujrzeli wokół nich wielki tłum i nauczycieli Pisma, którzy dyskutowali z nimi. Zaraz też, gdy ludzie Go zobaczyli, pełni podziwu biegli do Niego i pozdrawiali Go. A On ich zapytał: „O czym dyskutujecie z nimi?”. Wtedy powiedział do Niego jakiś człowiek z tłumu: „Nauczycielu, przyprowadziłem do Ciebie mojego syna, którego opętał duch niemy. Ten, gdziekolwiek go pochwyci, rzuca nim to tu, to tam; a on ma wtedy pełno śliny w ustach, zgrzyta zębami i sztywnieje. Prosiłem Twoich uczniów, ale nie byli w stanie go wyrzucić”. Jezus im odpowiedział: „O niewierzący ludzie! Jak długo mam być jeszcze z wami? Jak długo będę musiał was znosić? Przyprowadźcie go do Mnie!”. I przyprowadzili go do Niego. Gdy tylko duch zobaczył Jezusa, szarpnął gwałtownie chłopcem, a on upadł na ziemię i tarzał się z pianą na ustach. Jezus zapytał jego ojca: „Od jak dawna mu się to zdarza?”. Ten odpowiedział: „Od dzieciństwa. Często wrzucał go w ogień lub w wodę, aby go zabić. Lecz jeśli możesz coś uczynić, zlituj się nad nami i pomóż nam!”. Jezus powiedział do niego: „«Jeśli możesz?». Dla wierzącego wszystko jest możliwe”. Natychmiast ojciec chłopca krzyknął: „Wierzę, uzdrów mnie z mojej niewiary!”. Jezus, widząc, że tłum się gromadzi, rozkazał stanowczo duchowi nieczystemu: „Duchu niemy i głuchy, nakazuję ci, wyjdź z niego i już nigdy więcej do niego nie wracaj”. I wyszedł z niego wśród wrzasków i gwałtownych konwulsji.

 

Chłopcy próbowali być samodzielni, ale im nie wyszło.

Jakże wiele inicjatyw w Kościele jest taką próbą bycia samodzielnym. Takiej wiary, że uda nam się zrobić coś dobrego. Wielkie słowa, a Bóg ma patrzeć na to i podziwiać. Prędzej czy później to się sypie. Zostają pobożne słowa. I gdzieś z boku smętne wołanie: Boże, jeśli możesz coś uczynić, zlituj się nad nami i pomóż nam.

 

Przyjdź do Jezusa jak dziecko.

Kuszące Słowa. Toższamość a przekonania.

Lecz On obrócił się i patrząc na swych uczniów, skarcił Piotra: „Szatanie, odejdź ode Mnie! Bo nie myślisz po Bożemu, ale po ludzku”.

 

Skarcił Piotra. Czy rzeczywiście Piotra?

Jedną rzeczą jest czyjaś toższamość, inną – przekonania. Tożsamości się nie zmienia. Przekonania – tak.

Szatan wkłada nam do głowy różne przekonania. To, jak żyć. Co znaczy wieść szczęśliwe życie. My je przyjmujemy jak swoje.

Piotr bez mrugnienia okiem wyraził tę szatańską perspektywę. Kuszącą Jezusa. Nic złego się nie wydarzy. Wszystcy będą szczęśliwi. Tak, przez Piotra przemawiał Szatan.

A zamiast szczęśliwego życia wkrada sie pustka, beznadzieja, śmierć.

Bo kto chce ocalić swoje życie, straci je.

Boża mądrość. Boża miłość. Nie nakaz.

Według was

Jezus udał się wraz ze swoimi uczniami do wiosek pod Cezareą Filipową. W czasie drogi pytał uczniów: „Co mówią ludzie? Kim według nich jestem?”. Oni Mu odpowiedzieli: „Mówią, że jesteś Janem Chrzcicielem, inni – że Eliaszem, jeszcze inni – że jednym z proroków”. On ich zapytał: „A według was, kim jestem?”. Odpowiedział Mu Piotr: „Ty jesteś Chrystusem”

 

Zastanawiające, że Jezus zadał dwa pytania: „co mówią ludzie” i „według was”.

Co mówią ludzie. Co mówią o Bogu, o Jezusie, o Kościele. Interakcje z innymi ludźmi, wypowiedzi, które świadczą i ich spojrzeniu. Każdy ma swoje doświadczenia, przemyślenia. Wydaje się że doświadczenia są kluczowe.

Ludzie mają doświadczenia z (innymi) osobami wierzącymi, stykają się z ich poglądami.

Uczniowie mieli interakcje bezpośrednio z Jezusem. I to jest zupełnie inny poziom.

Oglądam relacje ludzi którzy mieli takie doświadczenia. Mieli je w miejscach które są w ogóle poza horyzontem głównego nurtu Kościoła. I one naprawdę mówią wiele o Bogu. O tym, jaki On jest. A jest – fascynujący.

Wielu ludzi poczucie bycia kochanym przez Boga jest czymś, co ich w ogóle motywuje do życia. I dowiadują się o tym właśnie tam.

Zdesperowani

Ponownie położył ręce na jego oczy. Wtedy niewidomy całkowicie odzyskał wzrok. Został uzdrowiony i wszystko widział wyraźnie.

 

Ludzie zdesperowani. Przychodzą do Jezusa, a On zmienia ich życie.

Bezwartościowym

Bądźcie czujni. Unikajcie zakwasu faryzeuszów i zakwasu Heroda

 

Zakwas któty wsącza się w serce, i daje poczucie bycia bezwartościowym. Wbija w ziemię.

Dla Boga jesteśmy oblubieńcami.

Pokusa

Wtedy wystąpili faryzeusze i zaczęli z Nim dyskutować. Chcąc wystawić Go na próbę, domagali się od Niego znaku z nieba. A On westchnął głęboko i powiedział: „Dlaczego to pokolenie domaga się znaku? Zapewniam was: Temu pokoleniu nie będzie dany żaden znak”.

 

Ten sam głos, ale o wiele bardziej szyderczy, Jezus usłyszał gdy umierał na Krzyżu: zejdź z Krzyża, a uwierzymy Ci.

Jak bardzo ludzkie drogi mogą rozejść się z Bożymi drogami.

Bóg nie jest żebrakiem. Nie żebrze o miłość. Daje miłość obficie. Wszyscy są w Jego ręku. Również ci, którzy z Niego szydzą.

Bóg nie odpowiada złem za zło. Tylko Bóg tak potrafi.


Wpadło mi ostatnio kilka filmików od ateistów. Byli wychowani w wierze chrześcijańskiej, w tym w katolickiej. A teraz złorzeczą, szydzą. Mówią, że Boga nie ma. A jak jest, to…

Paradoksalnie, to nie są źli ludzie. A przynajmniej nie tak. Dostali do wierzenia jakąś papkę. Obraz Boga, który, jak się patrzy z boku, jest obrazem jakiegoś prymitywa. Ludzie tworzą obraz Boga przykrojony do swojej własnej mentalności. W tym obrazie oni sami są tymi dobrymi, a inni mają się nawracać.

W konfrontacji z prawdziwym Bogiem ten obraz się sypie kompletnie.

Żal Mi tego ludu

Przecież już trzy dni nie odstępują Mnie, a nie mają co jeść. Lecz jeśli ich puszczę do domu głodnych, w drodze opadną z sił; bo niektórzy z nich przybyli z daleka

 

Lud. Ktoś. Ktoś zauważony. Ktoś bliski. Ktoś kochany.

Obraz dobrego Chrześcijanina

On odparł im: „Słusznie prorokował Izajasz o was, obłudnikach, jak jest napisane:
Ten lud czci Mnie wargami,
ale ich serce jest daleko ode Mnie.
Daremnie jednak cześć Mi oddają,
głosząc pouczenia, które są ludzkimi nakazami.

W zasadzie wszędzie jesteśmy atakowani tekstami typu że Bóg chce to czy tamto, róbmy to czy tamto a Bóg będzie uszczęśliwiony. I tak człowiek myśli że się nie rozerwie. Nie ma sposobu, żeby to wszystko wykonywać.

Niektórzy próbują dostawać do tego obrazu dobrego katolika czy chrześcijanina. Bo przecież, jak mówią, na tym polega świętość, by być bardziej i bardziej.

Można kochać, a można jedynie zachowywać się tak, jakby się kochało. Robić to, co się uważa że powinna robić osoba która kocha.

Bóg kocha naprawdę.

Ja jestem

Lecz On zaraz przemówił do nich: „Uspokójcie się! Ja jestem. Nie bójcie się!”.

«Jestem» – imię Boga, które ukazuje Jego serce. Tego, który jest przy nas, pomimo całego naszego niedowierzania.