Jezus i Samarytanka

Jezus, zmęczony przebytą drogą, usiadł obok studni, a było to około godziny szóstej. Nadeszła wtedy kobieta – Samarytanka, aby zaczerpnąć wody. Jezus poprosił ją: „Daj Mi się napić”.
(J 4, 6b-7)

 

Samarytanka przyszła po wodę około południa. Nie jest to dobra pora na wędrówkę po wodę. Klimat Samarii jest gorący, a w południe jest największy upał. Najpewniej powodem wybranej pory przez Samarytankę było to, że nie miała ochoty natknąć się na jakiegoś mieszkańca swojej miejscowości. Pragnęła uniknąć złych spojrzeń, nieprzyjaznych gestów. Nie miała dobrej opinii wśród mieszkańców.

Ale przecież, nikt nie pobiera się z drugą osobą z myślą, że się zaraz z nią rozwiedzie. Każdy marzy o długim, szczęśliwym życiu u boku tego jedynego, tej jedynej. Właściwie jej grzechem było to, że chciała być szczęśliwa.

Coś jednak nie wyszło. Ten typ za którego wyszła okazał się nie taki jak trzeba. A potem drugi, i trzeci… Każde rozstanie zostawia rany w sercu. Z każdym rozstaniem coś w człowieku umiera. Umiera nadzieja.

Jezus jest tym, który przywraca do życia. Jezus dotyka jej serca. Intryguje. Mówi jej o istocie jej problemu. Mógłby powiedzieć to w sposób prozaiczny, coś w rodzaju – kobieto, w złym miejscu szukasz szczęścia. W złym miejscu szukasz prawdziwej miłości. Prawdziwą miłość znajdziesz jedynie w Bogu. Zamiast tego jednak mówi jej o wodzie żywej. Samarytanka tego nie rozumie, ale te słowa ją intrygują, zaczynają w niej pracować.

I tak, to jest ten Jezus, który w kazaniu na Górze grzmiał, że ten, kto spojrzy pożądliwie na kobietę już popełnia cudzołóstwo. Ten Jezus, który powiedział że lepiej sobie wyłupać oko, uciąć rękę niż zgrzeszyć. Ten, który grzmiał o nierozerwalności małżeństwa. Patrząc na zachowania Jezusa, widać dwie skrajności.

 

Zachowania…

 

Ludziom wydaje się, że naśladować Jezusa to naśladować Jego zachowania. Nic bardziej mylnego.

Naśladować Jezusa – to zobaczyć, jak On kocha, i kochać tak, jak On kocha.

Za każdym czynem Jezusa stoją motywacje. Wszystkie czyny Jezusa wypływają z Jego niezmierzonej, niezgłębionej miłości. Miłości która jest tak ogromna, że ludziom zdaje się niemożliwa. A jednak jest prawdziwa.

Dotyczy to też tych dwóch, zdawałoby się sprzecznych zachowań. Oba zachowania Jezusa są przejawem Jego ogromnej miłości.

Jezus pragnie trzymać nas jak najdalej od grzechu, bo nas kocha. Dlatego grzmi, odciąga nas od grzechu wszelkimi siłami. Tak, grzech to poważna sprawa. Tak, lepiej już sobie rękę uciąć niż zgrzeszyć. A jak już ktoś wpadnie w sidła grzechu, Jezus wyciąga go wszelkimi siłami. Bóg jest dobry. On jest naprawdę dobry.

Samarytanka poszła do ludzi, których dotychczas unikała. Poszła mówić im o Jezusie. Jezus wszystko zmienia. Spotkanie z Jezusem staje się punktem zwrotnym w życiu ludzi.

Jezus jest zawsze taki sam – wczoraj, dziś, na wieki. Ten sam Jezus działa dzisiaj, współcześnie, i tak samo wyciąga ludzi z ich dna, upadku, upodlenia. Spotkanie z Jezusem jest zawsze spotkaniem z Miłością. Nie sposób znać Jezusa i Go nie kochać.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *